Siedziałam niespokojnie na wysokim barowym krześle i niecierpliwie przysłuchiwałam się rozmowie telefonicznej, która miała zadecydowac o dalszym losie mojej marnej osoby.
- Nie ma żadnego problemu, Brad! - do moich uszu doszedł przyjemny głos starszego mężczyzny.
- Jesteś tego pewien? Nie chcemy wam przeszkadzac...
- Oczywiście, że jestem! Nareszcie będziemy mieli czas na powspominanie szkolnych lat, a Liz przyda się towarzystwo Rosalie. Jest jej trudno w domu pełnym samców i cały czas narzeka.
- Skoro tak mówisz... - roześmiał się tata do słuchawki. - Do wieczora?
- Do wieczora!
No i stało się. Właśnie dziś mam wprowadzic się do domu państwa Hemmings. Jedynie fakt, że ich synem jest dręczący mnie każdego dnia w szkole, zapatrzony w siebie dupek Luke nie pozwala mi się tym w pełni cieszyc. Do tego ten dupek jest przystojny. Chyba mam problem...
____________
ZACZYNAMY KOCHANI !
